Na luty człek struty – podsumowanie lutego 2019 r.

Wpis jak Pendolino.. szybki i opóźniony. 
2 miesiąc aktywnych działań, a ja już zaliczyłem wyłamie się z planu, a co!
Zatem pokuszę się o luźną notkę dotyczącą przebiegu lutego, zamiast podsumowań realizacji poszczególnych celów.
Trochę z przymusu tak, a trochę w ramach testu.
Tak czy siak, w lutym 2 choroby / przypadłości (?) ukradły mi około 10 dni z kalendarza.
Taka kradzież odbiła się kompletną utratą spójności w codziennych zadaniach, nawet tych które udawało mi się dotychczas realizować z 100% skutecznością, czyli np. ćwiczenia i bieganie. Jeśli chodzi np., o bieganie, to brakło mi 10 km do zakładanego minimum na każdy miesiąc w tym roku. Tak się jednak składa, że w styczniu zrobiłem 10 km ponad zakładane minimum, więc absolutnie się nie martwię, że coś zagraża realizacji planu rocznego.
To może będę skoczkiem narciarskim…?
Nie no w takim wieku, to kończą najwięksi twardziele typu Kasai, czy Amman – choć w zasadzie nie ogłosili jeszcze przejścia na emeryturę sportową.
W każdym razie miałem tu na myśli wagę, a ta na tę chwilę spadła poniżej 70 kg. Pewnie wkrótce wrócę, to stałego poziomu, który chcę utrzymywać (czyli okolice 73-74 kg), ale ciekawe uczucie patrzyć na wagę 69 kg 😉 (wzrost mój dla zainteresowanych, w zależności od pogody i nastroju:) – 182/183 cm)
Myśli, które trzeba zlekceważyć
Nie wiem czy tego doświadczyliście, ale w takich dniach choroby, przy dodatkowej świadomości, że trochę posypał się system realizacji zadań bardzo łatwo wpadać ma mikrodołki, z których niedaleko do całkowitego porzucenia zadania. Ja wiedziałem o nich i byłem na nie przygotowany. Proste nastawienie w stylu „system się posypał no i co z tego?” robi robotę. To naprawdę działa. Dziś jest pierwszy dzień kiedy wszystko działa sprawnie, od motoryki, przez fizjologię, aż po głowę i wracam do pełnowartościowych działań, a powstałą luka rozejdzie się po kościach.
Zdarzenia, które zmieniają wszystko…
Tak…
Nawet nie zdążyłem tej notki podsumowującej luty napisać, a już nastąpił splot wydarzeń, który potrząsł całym moim wielkim planem zmian i, który odciśnie na nim olbrzymie piętno.
Nie zakładam, że mam choćby 1 czy 2 osoby, które śledzą moje postępy i czekają na raporty z progresu, ale jeśli takowa by się znalazła.. choć jedna, to wiedz, że
dziś.. 6-7 marzec, to dzień, w którym realizacja celów przechodzi w tryb nieostry.
Co z tego wynika?
Ano wynika z tego to, że celów się trzymam, ale reżim muszę odpuścić. Godzę się z założeniem, że kwestie, które na tę chwilę nie są twardo (daty) zaplanowane, będę realizował na tyle, na ile czas i okoliczności pozwolą.
Co mnie w tym wszystkim ratuje..
Ratuje mnie intensywny styczeń, w którym udało mi się dość ściśle trzymać planów, i który bardzo wiele działań zautomatyzował i ulokował mocno z tyłu głowy, dzięki czemu, nawet jak nie będę miał ścisłej nad nimi kontroli w excelu, to będę je realizował w dużym stopniu, choć bardziej dynamicznie i z nutką chaosu.
Co planuje z bieżącej działalności?
W ramach działań stricte tytanowych, planuje dać Ci trochę merytorycznej wartości. Mam nadzieję, że jesteś osobą, która z tej wartości skorzysta. Będę się kręcił wokół tematów tytanowych,  to jest optymalizacji, usprawnień, automatyzacji, rozwoju, celów oraz tematów z zakresu mojej działalności gospodarczej tj. https://multiefekt.pl
Swoją drogą, interesuje Cię coś konkretnego: wpis, tutorial, ebook, a może szkolenie – pisz, bo powoli dopracowuję tematy właśnie ebooków, szkoleń.
Myślę już o wprowadzeniu płatnych rozwiązań, ale tylko takich, które dają wyraźną korzyść, za którą warto zapłacić.
Bez liczb i statystyk..
Tak jak zaznaczyłem – luty bez liczb i ścisłych podsumowań. Przeszedłem płynnie do marca i choć ten zaczął się mega tąpnięciem, to nie ma zlituj się – jedziemy dalej z koksem, z taką tylko różnicą, że skupiam się mocniej na 3-4 głównych celach, a większość pozostałych codziennych, będzie realizowana dynamicznie – bez codziennej kontroli.
Do zobaczenia do jeszcze w marcu w kolejnym wpisie.

Share: